Bhutan, czyli gdzie?

 

Jeszcze do niedawna kraj ten funkcjonował w świadomości podróżników bardziej jako mityczna kraina niż jako konkretne, współczesne państwo posiadające wszelkie znamiona swojej państwowości. „A gdzie to w ogóle jest??” – słyszę czasem pytanie, gdy mówię, że lecę do Bhutanu. To prawda, że ostatnio rozsławiła go trochę koncepcja Szczęścia Narodowego Brutto, którą opracował i obwieścił poddanym czwarty  w historii tego kraju władca, król Jigme Singye Wangchuck, jednak nie zmienia to faktu, że dla wielu kraj ten pozostaje wciąż zagadką.

Położony we wschodniej części Himalajów, na ich południowym skłonie i ograniczony od południa pasem gęstej, tropikalnej dżungli, od początku swojego istnienia stanowił teren trudno dostępny. I chociaż współcześnie można już tam dotrzeć w miarę szybko samolotem, poruszanie się gdziekolwiek poza większymi dolinami jak Paro czy Thimphu, wiąże się z nieustannym pokonywaniem wysokich przełęczy i jazdą górskimi serpentynami. Wciśnięty pomiędzy dwóch potężnych sąsiadów jakimi są Indie i Chiny, od zawsze poszukiwał własnej drogi rozwoju.

Przy ogólnej tendencji świata do posiadania i pomnażania zysków, często za wszelką cenę, zamiast bezdusznego PKB, Bhutan propaguje obecnie filozofię szczęścia jako miarę poziomu zadowolenia społeczeństwa. W praktyce kieruje się zasadą zrównoważonego rozwoju ekonomicznego i socjalnego oraz przywiązaniem do rodzimych wzorców kulturowych, wliczając w to nawet kwestie ubioru, zachowania czy architektury. Reguluje to Driglam Namzha, czyli obowiązujący prawnie zbiór tradycji odziedziczonych po przodkach i będących w absolutnej spójności z buddyzmem vajrajany (tantryczna forma buddyzmu mahajany), który jest tutaj religią państwową.  Nakazuje on szacunek dla duchownych i instytucji religijno-państwowych, noszenie stroju narodowego (dla mężczyzn gho, dla kobiet kira) w czasie pracy oraz oficjalnych wydarzeń, wznoszenie wszystkich budowli zgodnie z zasadami rzemiosła tradycyjnego i przy użyciu tradycyjnych materiałów. A wszystko to pod okiem prawych rządzących i ze szczególnym poszanowaniem środowiska naturalnego.

A jeśli mowa o ochronie przyrody to Bhutan radzi sobie raczej bardzo dobrze, skoro został zaliczony do elitarnego grona państw, które osiągnęły poziom negatywnego śladu węglowego, co oznacza, że pochłaniają z atmosfery więcej dwutlenku węgla niż go emitują.  Około 70 procent powierzchni kraju porastają lasy, a zapis w konstytucji z 2008 roku mówi wyraźnie, że ich obszar nie może spaść poniżej 60 procent. Prawie połowa terytorium państwa podlega większej lub mniejszej ochronie w formie parków narodowych i rezerwatów przyrody. Pod państwowym parasolem znalazły się też himalajskie szczyty poprzez ustanowienie prawa, które zakazuje trekkingu na wysokościach powyżej 6000m npm. Pomimo więc, że mieszkańcy żyją tu w większości raczej skromnie, na co dzień korzystają z luksusu, jakim w dzisiejszych czasach jest czyste powietrze i dziewicze, niczym niezmącone widoki dzikiej natury.

Krajobrazy to jest zresztą właśnie to, co chcemy Wam zapewnić, w naszej wersji pobytu w tym niezwykłym kraju, w dużej dawce. Szczególnie wiosną, czasie kwitnienia rododendronów. Obok standardowego i obowiązkowego trekkingu do klasztoru Tygrysie Gniazdo, pójdziemy na ekscytującą wycieczkę w okolicach Punakhi, na niespieszny spacer w malowniczej Dolinie Phobjikhi i wysokogórski lekki trekking z przełęczy Chele La do żeńskiego klasztoru Kila Goempa. Oczywiście oprócz całej masy innych smaczków wplecionych w program, takich jak sesje jogi, kąpiele z gorącymi kamieniami, medytacja misami czy medytacja pod okiem buddyjskiego mnicha.

 

Patrzcie, czytajcie i zgłaszajcie się do nas, jeśli ten program do Was przemawia.

PODRÓŻE JOGINÓW: BHUTAN 2026

Pozdrawiam!

Beata Rowińska